Wielki błękit.

Cześć Wam! 
Dzisiejsze zdjęcia pochodzą z miejsca, które już znacie, niestety moja okolica nie obfituje w ciekawe plenery aż tak, żebym zawsze mogła znaleźć coś innego, niemniej jednak, wydaje mi się, że zestaw i tło zgrały się idealnie!

Sam set jest prosty, moje pierwsze marmurki, które niedawno upolowałam za dyszkę w sh i czarno biała reszta. Ostatnio jestem wielką fanką połączenia ramoneski i trampek, więc zwykle latam tak na co dzień. :) 


Zaraz pakuję tyłek w samochód i wyjeżdżam do Świdnika pod Lublin odwiedzić dziadków, przy okazji planujemy zahaczyć o lubelską starówkę, skansen i Majdanek. Mam nadzieję, że wrócę z masą zdjęć, chociaż nic nie obiecuję, bo moje deklaracje dają zwykle odwrotny efekt. Do godziny zero zostało już niewiele czasu, więc zostawiam Was ze zdjęciami i lecę się szykować! :)


Spokojnie... to nie do Was, to taka komunikacja niewerbalna między mną i moim fotografem, który zaczynał stroić fochy. : p


ENJOY! :)

DIY - pastelowe skarbonki

Dzisiaj przychodzę do Was z obiecanym postem DIY, wiem, że lubicie tę tematykę, stanikowa przeróbka jest najpopularniejszym wpisem na blogu. Jednak tym razem nie będzie ubrań, ani dodatków, dziś zrobimy coś dla Waszych wnętrz. :) 

Nim przejdę do tutorialu, chciałabym jeszcze podzielić się z Wami moją nową miłością, a chodzi tu o pewien sklep, mianowicie o Tiger'a. Kilkakrotnie mijałam jego barwną witrynę na ulicy Piotrkowskiej, zawsze miałam ogromną ochotę do niego zajrzeć, ale byłam akurat omówiona i nie było już czasu, albo sklep był zamknięty. Ostatnio wreszcie się udało i kiedy tylko przekroczyłam próg, od razu się zakochałam. Masa pierdół, tak najkrócej bym to określiła, coś jak sklep 'wszystko po 5 złotych', ale taki na wypasie. Koraliki, tasiemki, papiery - rzeczy idealne do różnego rodzaju DIY, czyli to co lubię. Oczywiście nie tylko, bo znajdziecie tam tez słodki kubek, gry, słodycze i całą masę innych dupereli. Jeśli nie macie sklepu nigdzie w okolicy, nie martwcie się, na szczęście w internetach jest wszystko - KLIK. ;p 
Kiedy już przemacałam i obejrzałam cały asortyment, postanowiłam wrzucić do koszyka 3 produkty, mój wybór padł na dwa bloki z papierem ozdobnym i koraliki w uroczych szklanych buteleczkach. 

Ale doobra, przejdźmy do rzeczy, dzisiaj mam dla Was mały tutorial - jak wykonać ozdobne puszeczki, możecie przechowywać w nich co tylko dusza zapragnie, albo tak jak ja, użyć ich jako skarbonki. :) 

Jestem typem chomika, więc kiedy kupowaliśmy Pringles'y postanowiłam zostawić w domu kilka puszek po czipsach, bo przecież aż się proszą, żeby je jakoś wykorzystać. No i doczekały się swojego drugiego życia i teraz prezentują się naprawdę uroczo na mojej półce. :) 

Co będzie potrzebne: 
● puszka,
● papier ozdobny,
● nożyczki,
● klej.


Wykonanie jest dziecinnie proste, wystarczy okleić puszki papierem, jeśli chcemy aby służyły nam jako skarbonki, musimy dodatkowo wyciąć w pokrywkach otworki. Ja na swoich dorobiłam jeszcze ozdobne etykietki, na których określiłam cel zbiórki. Jeśli też jesteście zainteresowani opcją skarbonek, przygotowałam dla Was folder z kilkoma gotowymi etykietami, które znalazłam w internecie, możecie je pobrać klikając TUTAJ .


 I jak Wam się podobają? 
Jeśli wykonacie swoją wersję, koniecznie dajcie znać! :)

ENJOY! :)

Kolejny zwyklak ;)

Cieszę się, że nareszcie mogę tu wrócić, już prawie zapomniałam jak to jest obrabiać zdjęcia i pisać posty, a przecież sprawia mi to tyle frajdy! Zamiast siedzieć i czytać notatki często łapałam się na rozmyślaniu 'z czego by tu wykonać kolejny DIY, albo jaką scenerię wybrać do sesji'. Wszystkie pomysły skrzętnie zapisywałam w moim blogowym notatniku, dlatego teraz mam masę pomysłów do zrealizowania, potrzeba tylko czasu i sprzyjających warunków, ale będę się starać z całych sił! :)

Ostatni wpis (prócz tego usprawiedliwiającego) pojawił się na blogu ponad miesiąc temu, jednak w moim życiu nie zmieniło się w tym czasie zbyt wiele. Chcę Wam tylko zameldować, że wyjazd nad morze, a właściwie zamieszkanie pod namiotem, o którym pisałam 'przed zniknięciem', okazało się strzałem w 10! Choć na początku, kiedy dotarliśmy na miejsce, byłam przerażona, to z każdą chwilą czułam się tam coraz lepiej. Teraz mamy w planach zakup większego namiotu, bo pole chyba już na stałe zajmie miejsce zwykłej kwatery. :)

Dzisiaj mam dla Was małą porcyjkę zdjęć mojego zwyklaka, co prawda jeszcze z czasów wycieczki do Kudowy, ale patrząc na aurę za oknem, strój jest jak najbardziej aktualny, więc czemu miałby się zmarnować. ;p 
Spodnie podarciuchy już dobrze znacie, buty to model Air Max Thea, a top i sweter to moje lumpeksowe zdobycze. 



P.S.
Jutro planuję skończyć moje małe wnętrzarskie DIY, więc na dniach możecie spodziewać się wpisu o tej tematyce. :) 

ENJOY! : *
Czeeść Wam!

Jak wiecie, a może i nie wiecie, wrzesień to pracowity miesiąc dla leniwych studentów, którym nie chciało wybrać się na egzaminy w sesji, bo przecież od poprawek dzielą nas całe wakacje, więc będzie można rozłożyć sobie naukę na malutkie porcyjki i się nie przemęczać. BLABLABLA Oczywiście plany planami, a wyszło jak zawsze, więc teraz za dnia trzeba jeździć do pracy, a później siedzieć po nocach i walczyć z czasem. : D Dlatego też musicie wybaczyć mi moją nieobecność i uzbroić się w cierpliwość, wrócę do Was dopiero w okolicach 20, chociaż najchętniej już dziś usiadłabym i coś tu wrzuciła... ale niestety mam za swoje. ;)

Buziak!

Teplice i Adrszpach

Wakacje niedługo się kończą, ja niebawem znów wyjeżdżam i mam nadzieję wrócić do Was z zapasem nowych zdjęć, dlatego to chyba najwyższa pora, żeby na blogu pojawiła się fotorelacja z naszego górskiego wypadu.
Jeśli termin urlopu kogoś z Was przypada dopiero na jesienne miesiące i nie ma jeszcze konkretnych planów wyjazdowych, bądź już zaczyna marzyć o kolejnych wakacjach, to myślę, że ten post może być dla niego przydatny. :) 

Zacznijmy od kwatery - my trafiliśmy rewelacyjnie, dlatego bardzo polecam Wam pokoje gościnne Pod Czerwoną Jarzębiną
Właściciele byli przemili, warunki naprawdę dobre (łazienka w pokoju, aneks kuchenny na dwa pokoje, tv, wifi). Ale największym plusem tego miejsca był ogród z altaną, w której stał pokaźnych rozmiarów grill i całą masą drzew i krzewów owocowych. Mogliśmy wcinać do woli wiśnie, agrest, borówki, jabłka, czarną porzeczkę, a z grządek zrywać sobie świeżą cebulkę, czosnek i szczypior do kanapek. 
Od centrum miasta dzielił nas 15 minutowy spacerek przez park Zdrojowy, natomiast do przejścia granicznego musieliśmy iść całe 5 minut. ; )  
Ale nie wspomniałam Wam jeszcze o dość ważnej kwestii, jaką jest cena. Początkowo miała ona wynosić 40 zł/os, jednak po kilku dniach od rezerwacji Pani zadzwoniła do nas z informacją, że z jej strony zaszła pomyłka i pokój, który wybraliśmy jest tak naprawdę zajęty, więc jeżeli zechcielibyśmy zamieszkać w innym, to kosztowałoby nas to 30zł/os. Tak naprawdę sprawa wyboru pokoju była mi mocno obojętna, ale dzięki niej już atrakcyjna cena, stała się najniższą, jaką przyszło mi kiedykolwiek płacić za nocleg. ; )

Ale dobrze, rozgadałam się nieco na temat kwatery, więc teraz szybko o atrakcjach regionu. My odwiedziliśmy Szczeliniec, Błędne Skały i dwa skalne miasteczka w Czechach. w planach była jeszcze Praga, ale niestety autko trochę nas zawiodło i musieliśmy ją sobie odpuścić, nad czym bardzo ubolewam. 
Jeśli chodzi o czas, to można byłoby zwiedzić te miejsca podczas 3 dniowego wyjazdu, jednak my pojechaliśmy do Kudowy przede wszystkim odpocząć, więc każdego dnia wstawaliśmy spokojnie o 10, zaliczaliśmy jedną 'górską atrakcję', a wieczorem udawaliśmy się do miasta na jedzonko. Nie chcieliśmy fundować sobie całodziennych wędrówek i wstawania o świcie. 
Odpuściliśmy również atrakcje typu: Szlak ginących zawodów, Muzeum Zabawek, park rozrywki, Ruchoma Szopka, czy Muzeum Papiernictwa jednak jeśli kogoś interesują tego typu sprawy, to w okolicy znajdzie ich naprawdę sporo. My zdecydowaliśmy się jedynie na Kaplicę Czaszek w Czermnej i Ogród Japoński. :) 

A teraz po masie paplania, chcę Was zabrać do dwóch skalnych miast. Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddadzą ogrom i piękno tych miejsc. 


Powyższe zdjęcia zostały wykonane w Teplicach, jest to mniejsze skalne miasto, ale też moje ulubione miejsce z całego wyjazdu. Jego plusem w porównaniu do Adrspachu jest mniejsza liczba turystów, jednak nie myślcie, że drugie miasteczko w czymś ustępuje pierwszemu, tylko popatrzcie! :) 


 A na koniec macie taką nieogarniętą, zecieszoną mnie radującą się z każdej chwili wyjazdu. :)


ENJOY! : )