DIY - pastelowe skarbonki

Dzisiaj przychodzę do Was z obiecanym postem DIY, wiem, że lubicie tę tematykę, stanikowa przeróbka jest najpopularniejszym wpisem na blogu. Jednak tym razem nie będzie ubrań, ani dodatków, dziś zrobimy coś dla Waszych wnętrz. :) 

Nim przejdę do tutorialu, chciałabym jeszcze podzielić się z Wami moją nową miłością, a chodzi tu o pewien sklep, mianowicie o Tiger'a. Kilkakrotnie mijałam jego barwną witrynę na ulicy Piotrkowskiej, zawsze miałam ogromną ochotę do niego zajrzeć, ale byłam akurat omówiona i nie było już czasu, albo sklep był zamknięty. Ostatnio wreszcie się udało i kiedy tylko przekroczyłam próg, od razu się zakochałam. Masa pierdół, tak najkrócej bym to określiła, coś jak sklep 'wszystko po 5 złotych', ale taki na wypasie. Koraliki, tasiemki, papiery - rzeczy idealne do różnego rodzaju DIY, czyli to co lubię. Oczywiście nie tylko, bo znajdziecie tam tez słodki kubek, gry, słodycze i całą masę innych dupereli. Jeśli nie macie sklepu nigdzie w okolicy, nie martwcie się, na szczęście w internetach jest wszystko - KLIK. ;p 
Kiedy już przemacałam i obejrzałam cały asortyment, postanowiłam wrzucić do koszyka 3 produkty, mój wybór padł na dwa bloki z papierem ozdobnym i koraliki w uroczych szklanych buteleczkach. 

Ale doobra, przejdźmy do rzeczy, dzisiaj mam dla Was mały tutorial - jak wykonać ozdobne puszeczki, możecie przechowywać w nich co tylko dusza zapragnie, albo tak jak ja, użyć ich jako skarbonki. :) 

Jestem typem chomika, więc kiedy kupowaliśmy Pringles'y postanowiłam zostawić w domu kilka puszek po czipsach, bo przecież aż się proszą, żeby je jakoś wykorzystać. No i doczekały się swojego drugiego życia i teraz prezentują się naprawdę uroczo na mojej półce. :) 

Co będzie potrzebne: 
● puszka,
● papier ozdobny,
● nożyczki,
● klej.


Wykonanie jest dziecinnie proste, wystarczy okleić puszki papierem, jeśli chcemy aby służyły nam jako skarbonki, musimy dodatkowo wyciąć w pokrywkach otworki. Ja na swoich dorobiłam jeszcze ozdobne etykietki, na których określiłam cel zbiórki. Jeśli też jesteście zainteresowani opcją skarbonek, przygotowałam dla Was folder z kilkoma gotowymi etykietami, które znalazłam w internecie, możecie je pobrać klikając TUTAJ .


 I jak Wam się podobają? 
Jeśli wykonacie swoją wersję, koniecznie dajcie znać! :)

ENJOY! :)

Kolejny zwyklak ;)

Cieszę się, że nareszcie mogę tu wrócić, już prawie zapomniałam jak to jest obrabiać zdjęcia i pisać posty, a przecież sprawia mi to tyle frajdy! Zamiast siedzieć i czytać notatki często łapałam się na rozmyślaniu 'z czego by tu wykonać kolejny DIY, albo jaką scenerię wybrać do sesji'. Wszystkie pomysły skrzętnie zapisywałam w moim blogowym notatniku, dlatego teraz mam masę pomysłów do zrealizowania, potrzeba tylko czasu i sprzyjających warunków, ale będę się starać z całych sił! :)

Ostatni wpis (prócz tego usprawiedliwiającego) pojawił się na blogu ponad miesiąc temu, jednak w moim życiu nie zmieniło się w tym czasie zbyt wiele. Chcę Wam tylko zameldować, że wyjazd nad morze, a właściwie zamieszkanie pod namiotem, o którym pisałam 'przed zniknięciem', okazało się strzałem w 10! Choć na początku, kiedy dotarliśmy na miejsce, byłam przerażona, to z każdą chwilą czułam się tam coraz lepiej. Teraz mamy w planach zakup większego namiotu, bo pole chyba już na stałe zajmie miejsce zwykłej kwatery. :)

Dzisiaj mam dla Was małą porcyjkę zdjęć mojego zwyklaka, co prawda jeszcze z czasów wycieczki do Kudowy, ale patrząc na aurę za oknem, strój jest jak najbardziej aktualny, więc czemu miałby się zmarnować. ;p 
Spodnie podarciuchy już dobrze znacie, buty to model Air Max Thea, a top i sweter to moje lumpeksowe zdobycze. 



P.S.
Jutro planuję skończyć moje małe wnętrzarskie DIY, więc na dniach możecie spodziewać się wpisu o tej tematyce. :) 

ENJOY! : *
Czeeść Wam!

Jak wiecie, a może i nie wiecie, wrzesień to pracowity miesiąc dla leniwych studentów, którym nie chciało wybrać się na egzaminy w sesji, bo przecież od poprawek dzielą nas całe wakacje, więc będzie można rozłożyć sobie naukę na malutkie porcyjki i się nie przemęczać. BLABLABLA Oczywiście plany planami, a wyszło jak zawsze, więc teraz za dnia trzeba jeździć do pracy, a później siedzieć po nocach i walczyć z czasem. : D Dlatego też musicie wybaczyć mi moją nieobecność i uzbroić się w cierpliwość, wrócę do Was dopiero w okolicach 20, chociaż najchętniej już dziś usiadłabym i coś tu wrzuciła... ale niestety mam za swoje. ;)

Buziak!

Teplice i Adrszpach

Wakacje niedługo się kończą, ja niebawem znów wyjeżdżam i mam nadzieję wrócić do Was z zapasem nowych zdjęć, dlatego to chyba najwyższa pora, żeby na blogu pojawiła się fotorelacja z naszego górskiego wypadu.
Jeśli termin urlopu kogoś z Was przypada dopiero na jesienne miesiące i nie ma jeszcze konkretnych planów wyjazdowych, bądź już zaczyna marzyć o kolejnych wakacjach, to myślę, że ten post może być dla niego przydatny. :) 

Zacznijmy od kwatery - my trafiliśmy rewelacyjnie, dlatego bardzo polecam Wam pokoje gościnne Pod Czerwoną Jarzębiną
Właściciele byli przemili, warunki naprawdę dobre (łazienka w pokoju, aneks kuchenny na dwa pokoje, tv, wifi). Ale największym plusem tego miejsca był ogród z altaną, w której stał pokaźnych rozmiarów grill i całą masą drzew i krzewów owocowych. Mogliśmy wcinać do woli wiśnie, agrest, borówki, jabłka, czarną porzeczkę, a z grządek zrywać sobie świeżą cebulkę, czosnek i szczypior do kanapek. 
Od centrum miasta dzielił nas 15 minutowy spacerek przez park Zdrojowy, natomiast do przejścia granicznego musieliśmy iść całe 5 minut. ; )  
Ale nie wspomniałam Wam jeszcze o dość ważnej kwestii, jaką jest cena. Początkowo miała ona wynosić 40 zł/os, jednak po kilku dniach od rezerwacji Pani zadzwoniła do nas z informacją, że z jej strony zaszła pomyłka i pokój, który wybraliśmy jest tak naprawdę zajęty, więc jeżeli zechcielibyśmy zamieszkać w innym, to kosztowałoby nas to 30zł/os. Tak naprawdę sprawa wyboru pokoju była mi mocno obojętna, ale dzięki niej już atrakcyjna cena, stała się najniższą, jaką przyszło mi kiedykolwiek płacić za nocleg. ; )

Ale dobrze, rozgadałam się nieco na temat kwatery, więc teraz szybko o atrakcjach regionu. My odwiedziliśmy Szczeliniec, Błędne Skały i dwa skalne miasteczka w Czechach. w planach była jeszcze Praga, ale niestety autko trochę nas zawiodło i musieliśmy ją sobie odpuścić, nad czym bardzo ubolewam. 
Jeśli chodzi o czas, to można byłoby zwiedzić te miejsca podczas 3 dniowego wyjazdu, jednak my pojechaliśmy do Kudowy przede wszystkim odpocząć, więc każdego dnia wstawaliśmy spokojnie o 10, zaliczaliśmy jedną 'górską atrakcję', a wieczorem udawaliśmy się do miasta na jedzonko. Nie chcieliśmy fundować sobie całodziennych wędrówek i wstawania o świcie. 
Odpuściliśmy również atrakcje typu: Szlak ginących zawodów, Muzeum Zabawek, park rozrywki, Ruchoma Szopka, czy Muzeum Papiernictwa jednak jeśli kogoś interesują tego typu sprawy, to w okolicy znajdzie ich naprawdę sporo. My zdecydowaliśmy się jedynie na Kaplicę Czaszek w Czermnej i Ogród Japoński. :) 

A teraz po masie paplania, chcę Was zabrać do dwóch skalnych miast. Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddadzą ogrom i piękno tych miejsc. 


Powyższe zdjęcia zostały wykonane w Teplicach, jest to mniejsze skalne miasto, ale też moje ulubione miejsce z całego wyjazdu. Jego plusem w porównaniu do Adrspachu jest mniejsza liczba turystów, jednak nie myślcie, że drugie miasteczko w czymś ustępuje pierwszemu, tylko popatrzcie! :) 


 A na koniec macie taką nieogarniętą, zecieszoną mnie radującą się z każdej chwili wyjazdu. :)


ENJOY! : )

Jaskółkowy kombinezon i trampki.

Dzisiaj przychodzę do Was z outfit'owym wpisem, jest to stuprocentowy zwyklak, który świetnie sprawdził się w gorący urlopowy dzień. Kiedy termometr wskazuje temperatury powyżej 25 stopni, a słońce grzeje jak szalone, nie mam nawet siły przykładać większej uwagi do mojego stroju, rezygnuję również z wszelkiego rodzaju zbędnych dodatków, czy biżuterii, co potwierdza poniższy zestaw. 


Przy okazji tego wpisu możecie zobaczyć kolejną lumpeksową zdobycz (ostrzegałam, że jest ich naprawdę dużo, ostatnio pojawiają się w każdym poście ;)) - kombinezon w jaskółki. Do tej pory nigdy nie byłam posiadaczką tej części garderoby, ale bardzo się ze sobą polubiłyśmy, więc na pewno będę rozglądać się za kolejnymi.
Druga sprawa to moje bialuśkie Converse, zawsze miałam na nie chrapkę, jednak wizja wydawania 2,5 stówki na trampki skutecznie mnie odstraszała. Nie wiem czy pamiętacie post o projekcie Zalando, pisałam Wam, że jako jego uczestniczka otrzymałam 100 złotowy bon, który mogłam wykorzystać na zakupy na ich stronie. Sporo się zastanawiałam, ale w końcu mój wybór padł właśnie na te kultowe trampki, co prawda musiałam dopłacić resztę ich ceny, czyli 150 złotych, ale stwierdziłam, że to i tak naprawdę dobra okazja. :) 


Jeśli chodzi o zdjęcia do wpisu, wykonane zostały na urlopie, podczas naszego wypadu do Dusznik Zdroju, niestety byliśmy skazani tylko na jeden obiektyw, gdyż nie mogłam zabrać ze sobą mojej ulubionej 85, która dałaby piękne rozmycie, ale staraliśmy się jak mogliśmy, żeby zdjęcia przypadły Wam do gustu.

To oczywiście nie ostatni urlopowy wpis, planuję jeszcze 3, dzięki wyjazdowi nie muszę martwić się o materiał na posty i mogę dodawać je częściej, co bardzo mnie cieszy. :) 

Ale to nie koniec! Chciałam podzielić się z Wami jeszcze jedną informacją - 21 sierpnia wyjeżdżam nad morze. Właściwie nie byłoby w tym komunikacie nic nadzwyczajnego, jednak dla mnie jest to naprawdę 'coś', gdyż pierwszy raz zamieszkam na polu namiotowym!
Normalnie nigdy bym się na to nie zgodziła, mój Kubriel nieraz starał się mnie namówić, ale wizja korzystania z ogólnodostępnych toalet i pryszniców, a także cienkie materiałowe ściany, które mają ochronić mnie przed pogodą, czy innymi ludźmi skutecznie mnie odstraszały. Aż do momentu, kiedy wczoraj natknęliśmy się na pole namiotowe Horyzont. Tylko na to popatrzcie! 


Od wczoraj nie mogę doczekać się wyjazdu i to właśnie głównie ze względu na naszą przyszłą 'kwaterę'. A Wy jeździcie pod namioty, czy raczej wystrzegacie się tego typu rozrywek? :)

ENJOY! : *

Paczuszka z Dresslink


Hej! Tym razem krótko, jakiś czas temu pisałam tu o mojej współpracy z Dresslink'iem, minęła już dłuższa chwila, zamówione przeze mnie produkty leżą sobie w kącie i czekają grzecznie na wpis na ich temat, dlatego myślę, że najwyższy czas, żeby się doczekały. :)


Zacznę od tego, iż paczuszka doszła do mnie w ciągu dziesięciu dni roboczych, co jest naprawdę świetnym wynikiem, gdyż przewidywany czas dostarczenia tego typu paczki podany na stronie to 10-25 dni roboczych.

Do samych produktów byłam nastawiona bardzo sceptycznie, przyznaję, iż spodziewałam się raczej tego, że się na nich 'przejadę' i zdecydowanie odradzę Wam zakupy na stronie. 
Przeglądając asortyment sklepu, postanowiłam wrzucić do swojego koszyka coś z każdej kategorii, żebym mogła ocenić jakość biżuterii, dodatków i ubrań.

Ostatecznie moje zamówienie zawierało: dwie torebeczki listonoszki, naszyjnik i oversizowy t-shirt.

I teraz czas na najważniejsze - jakość produktów

Każda z tych rzeczy mogłaby spokojnie znaleźć się na półkach w sklepach typu H&M, czy Bershka i myślę, że nie odbiegałaby od nich zbytnio jakością. Torebki wydają się być solidne, ich kolory pokrywają się z tymi ze zdjęć na stronie. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to dwa zagięcia materiału znajdujące się przy szwach w różowej. 
Naszyjnik przypomina te, które widzimy w większości osiedlowych sklepików z biżuterią, natomiast koszulka ma przyjemny materiał i dobry rozmiar (specjalnie zamówiłam L, gdyż nieraz słyszałam, że 'chińskie' ubrania są mocno zaniżone), zobaczymy jak zachowa się po praniu.

Gdybyście były zainteresowane, podlinkuję Wam wszystkie cztery rzeczy: 

P.S. Sweterek z pierwszego zdjęcia to kolejna lumpeksowa zdobycz! ;)

Podsumowując, paczuszka przekonała mnie nieco do tego typu stron, pewnie co jakiś czas będę ją odwiedzać i skuszę się na kolejny zakup, o którego jakości na pewno doniosę na blogu! 
A teraz kończę, przy okazji życzę Wam super udanych wakacji, urlopów i czego tam jeszcze sb chcecie, buziak! : ) 

ENJOY!